poniedziałek, 6 stycznia 2020

O nadziei i ciasteczkach z macierzanką

Tak się módl, jakby wszystko zależało od Boga
I tak pracuj, jakby wszystko zależało od Ciebie.
(św. Ignacy Loyola)


Z nowym rokiem nowym krokiem  - znacie pewnie doskonale to powiedzenie? :) A robicie postanowienia noworoczne? Pewnie zwyczaj ten ma tylu zwolenników, co i przeciwników ;) Ja w tym roku wyjątkowo podeszłam do tematu poważnie, traktując rozpoczęcie nowego roku kalendarzowego jako pretekst i szansę do wprowadzenia pożądanych zmian w swoim życiu. Powiedzenie sobie, że coś jest nowe sprawia, że czuję się rozgrzeszona z tego, czego nie udało mi się zrobić wcześniej. Zaczynam więc od nowa walkę o "lepsze" w kilku dziedzinach swojego życia. A wspominam o tym, ponieważ jedno z postanowień dotyczy także bloga. I nie chodzi tutaj absolutnie o częstotliwość wpisów, lecz o ich treść.


W ciągu ostatnich trzech lat wspominałam kilkukrotnie lakonicznie o chorobie Rodziców i konieczności opieki nad nimi. Od kilku miesięcy zastanawiałam się, czy powinnam więcej informacji na ten temat puszczać w sieć. A jeśli tak, to po co? Dla kogo? Przypomniało mi się, że gdy zakładałam bloga, myślałam o tym, że nawet jeżeli jednej osobie moje wpisy sprawią przyjemność, jakoś pomogą, poprawią nastrój czy zmotywują do działania, to warto. I teraz moja motywacja jest podobna - może gdzieś ktoś czeka na jakąś informację, którą się podzielę i stanie się ona dla niego zachętą lub pomocą? Planuję więc, że od dziś zaczną się pojawiać na tym blogu wpisy opatrzone etykietami Alzheimer oraz Kuchnia dla seniora.


Kiedy trzy lata temu moi Rodzice zachorowali i niemal nagle z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień świadomość każdego z nich uległa znacznemu pogorszeniu, a ja stałam się jedyną osobą odpowiedzialną (po ludzku oczywiście) za ich dalszy los, gdy już wydobyłam się spod przygniatających bieżących problemów nie-do-rozwiązania, zaczęłam w panice szukać jakiś okruchów nadziei. Uchwyciłam się wówczas Pana Boga - jedynej Osoby, która wie, rozumie, interesuje się i jest w stanie pomóc. Wśród wielu ważnych i mocnych zdarzeń tamtego okresu, chcę dziś napisać o jednym. O zdarzeniu, które sprawia, że nie tracę nadziei ...


Kiedy domowy chaos został nieco opanowany i znów po wielu tygodniach mogłam na nowo zacząć wychodzić nieco z domu, pojechałam na tańce uwielbieniowe do Konstancina. To właśnie tam, na zakończenie spotkania, podeszła do mnie pewna kobieta, której imienia nie pamiętam. Uczestników wieczoru było kilkudziesięciu, prowadzących troje... a ona podeszła właśnie do mnie i nie znając mnie zupełnie, ani mojej sytuacji, opowiedziała mi historię ze swojego życia, jak to za wstawiennictwem św. Rity wyprosiła uzdrowienie z choroby Alzheimera dla swojej mamy. Ta opowieść była dla mnie, jak głos z Nieba. Odebrałam ją jako znak, którego nie chcę zlekceważyć. Bo nie wierzę w przypadki. Czy też raczej wierzę w jeden szczególny ;) Bo jak mawia moja przyjaciółka Ania, przypadek, to kolejne imię Ducha Świętego :)


Nie rozumiem Bożego planu, nie wiem dokąd mnie moje starania poprowadzą. Ale wierzę, że to nie stało się tak sobie, wierzę, że w tej sytuacji, w której się znalazłam, mam coś do zrobienia. Walczę więc. Walczę z sobą, swoimi myślami, swoimi lękami. Walczę z chorobą. To ostatnie stwierdzenie, może się wydać komuś komiczne, nierozsądne, głupie, czy zadufane. Nie szkodzi. Wiem, nie jestem lekarzem, nie jestem dietetykiem, mogę tak bardzo niewiele. Ale wierzę w Boga, który jest wszechmocny. I to mi daje nadzieję. To mi daje poczucie sensu w nawet najmniejszych podejmowanych staraniach. Reszta zależy od Niego. 
Czuję się zobowiązana, by zacząć dzielić się swoimi doświadczeniami, bo może staną się one dla kogoś nowym początkiem tak, jak dla mnie była opowieść kobiety w Konstancinie. 
Dodam jeszcze, że sama nie czytam żadnego forum o tematyce alzheimerowskiej. Wiele książek, które kupiłam, leży nieruszonych. Może to błąd. Ale ja tak bardzo nie chcę by ktoś mi podcinał skrzydła! Nie chcę pozwolić sobie odebrać nadzieję. Nie chcę czytać o tym, że to choroba nieuleczalna i że jedyne co można zrobić, to dowiedzieć się, jak się rozwija i przygotować się na to, że będzie gorzej. I nie chcę tak też pisać.
Jeżeli popełniam błąd, życie sprowadzi mnie na ziemię. Ale jeżeli jednak rację mają ci, którzy twierdzą, że można coś w tej sprawie zrobić dobrego? Jeżeli będę tylko oczekiwać na pogorszenie, to nigdy się tego nie dowiem! Tak więc walczę powolutku, po kobiecemu, głównie w kuchni i w modlitwie - ufam, że mocą Bożą - walczę z olbrzymem. A cytat, który zamieściłam na początku wpisu, jest jednym z moich drogowskazów w tej podróży.



Pierwsze źródło, z którego dowiedziałam się, że można przeciwdziałać rozwojowi demencji, było nauczanie św. Hildegardy. Innym razem napiszę więcej o tym. Dziś chcę się skupić tylko na jednej wskazówce. Św. Hildegarda wymienia wśród pomocnych dla pracy naszego mózgu produktów m.in. macierzankę. W literaturze znalazłam przepis na ciasteczka z tym ziołem. Z jednej strony w chorobach otępiennych cukier powinien zostać wyeliminowany z diety. Z drugiej - niech ktoś spróbuje to powiedzieć swoim staruszkom, dla których słodycze to często jedyna lub jedna z niewielu przyjemności w aktualnym życiu! Mój Tata czeka od samego rana na ten moment, gdy dostanie kawę i będzie mógł zjeść do niej trochę swoich ciasteczek. Mama nie ma apetytu i smak zapewne mocno zmieniony przez to, że musi łykać sól, mówi jednak, że słodkości to jedyne, co jej smakuje. Jak więc wykluczyć słodycze z ich menu? Nie ma mocnych! Jedyne co mogę, to starać się podsuwać zamiast sklepowych chemikaliów, jak najczęściej to, co sama upiekę i co ma zdrowszy skład. Pierwszym rodzajem kuchennego oręża są więc zdrowsze słodycze - ciasteczka na nerwy, na które przepis podawałam TUTAJ, oraz ciasteczka z macierzanką - dużo łatwiejsze i szybsze do przygotowania, niż te pierwsze. Przepis trochę zmodyfikowałam po swojemu.

Ciastka z macierzanką

20 dkg masła
1/2 szklanki ksylitolu
15 dkg mąki orkiszowej
4 jajka
20 dkg mąki migdałowej
1 czubata łyżka macierzanki (suszonej)
pół łyżeczki bertramu (opcjonalnie)
szczypta soli
mleko roślinne - dodawać w razie potrzeby, aby ciasto dawało się ucierać mikserem

Masło ucieramy z ksylitolem, dodając po jednym żółtku. Wsypujemy stopniowo obie mąki, macierzankę, można dodać nieco naturalnego olejku do ciasta o ulubionym zapachu i ewentualnie mleko.  Białka ubijamy osobno ze szczyptą soli, mieszamy je delikatnie łyżką z ciastem. Ciasto wykładamy łyżką na blachę w dość dużych odstępach, gdyż w czasie pieczenia ciasteczka rozpływają się na boki. Pieczemy w temperaturze 200 stopni ok. 20 minut (do lekkiego zrumienienia). 


Ciasteczka te są dość miękkie i aromatyczne. Migdały oraz bertram to kolejne dwa produkty wspierające pracę mózgu, dobrze jest więc nie stosować dla nich zamienników.


Smacznego i do następnego razu :)

Doranma


6 komentarzy:

  1. Kochana, bardzo ciekawy i pomocny post <3 Dziękuję, że postanowiłaś podzielić się z nami takimi ważnymi i osobistymi sprawami, Twoje doświadczenia i przemyślenia na pewno pomogą wielu osobom <3 Ja natychmiast kopiuję przepis na ciasteczka. Moi rodzice również uwielbiają łakocie, które chętnie zjadają na podwieczorek, lub drugie śniadanie z herbatką i owocami. Nie kupuję w sklepie tych słodyczy, tylko piekę je sama, ponieważ uważam, że poza niezdrowym cukrem i mąką mają w sobie mnóstwo zdrowych i wartościowych produktów, np swojskie jaja, mleko, sery, owoce, warzywa, dobre masło i bakalie, które dostarczają do organizmu mnóstwo witamin i mikroelementów w miłej formie, są chętnie zjadane przez starsze osoby, a tu wiadomo z apetytem jest już bardzo słabiutko.
    Kochana, w Nowym Roku życzę Ci dużo siły i wytrwałości i wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze. Ściskam serdecznie, Agness<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, dziękuję za ten piękny, ciepły i pełen treści komentarz ☺ Skoro jesteś tą jedną osobą, której mój przepis się przydał, a temat zainteresował, to mam już swoją odpowiedź, że warto kontynuować. A może znajdą się i inni zainteresowani, nawet jeśli się nie ujawnią. Dziękuję Ci bardzo ☺

      Usuń
  2. Piękny wpis...wierzę, że uda Ci się spowolnić chorobę. "Walczysz" o to we wspaniały sposób. A powiedzenie o PRZYPADKU, zabieram ze sobą, nie znałam tego...a jakież ono trafne!
    Bardzo dobry pomysł, by dzielić się tu doświadczeniem w takiej kwestii. Myślę, że niejedna osoba znajdzie tu COŚ na co poszukuje odpowiedzi :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, bardzo dziękuję za słowa zachęty i wiarę że będzie tu coś przydatnego ☺ Pozdrawiam ciepło ☺

      Usuń
  3. Dziękuję Ci za to co napisałaś. I dziękuję Duchowi Świętemu, że dziś, w kolejnym trudnym dla mnie dniu, pojawił się tym "przypadkiem" w Twoich słowach.
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
  4. Basiu, dziękuję Duchowi Świętemu, że pouczył mnie co powinnam napisać, a potem przyprowadził tutaj Ciebie, byś mogła to przeczytać. I dziękuję Tobie, że o tym napisałaś. Jestem wzruszona. Zadziwia mnie ten świat ☺

    OdpowiedzUsuń