środa, 2 sierpnia 2017

Warszawskie Dzieci

  1 sierpnia, najgorętszy wieczór tego sezonu (jak dotąd). Termometr wciąż pokazuje 33 stopnie, mimo, że słońce zaszło. Pot spływa po plecach, gdy stoję gdzieś wciśnięta w tłum; duszno pomimo podmuchów wiatru, nagrzane słońcem płyty Placu Piłsudskiego oddają teraz ciepło naszym nogom. I w tym ciężkim od upału powietrzu w dal płyną mniej lub bardziej znane melodie, wyśpiewywane przez tysiące Warszawiaków, zapełniających gęsto plac przy Grobie Nieznanego Żołnierza.



" Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,
Bronią jej chłopcy od "Parasola",
Choć na Tygrysy mają visy - 
To warszawiaki, fajne chłopaki są!"


Z początku nieśmiało, stopniowo coraz głośniej. W miarę jak zapadał zmrok, a temperatura powietrza nieco opadała, atmosfera na Placu stawała się coraz gorętsza. Gdy ok. 21.30 oficjalna część koncertu, transmitowana przez tv, zakończyła się, przynajmniej połowa zebranych osób została na miejscu, by nadal śpiewać "Zośkę", "Marsz Mokotowa" ... By pamiętać.

"Niech zabrzmi w uliczkach znajomych,
w Alejach, gdzie bzy już nie kwitną,
gdzie w twierdze zmieniły się domy,
a serca z zapału nie stygną!"


Przyznaję, nie chciało mi się tam jechać, chociaż wcześniej uznawałam to za pewnik. Bo późno, bo upał, bo od rana nie byłam w domu, nie jadłam obiadu, bo zmęczona ... Pojechałam, by nie żałować. I bardzo dobrze.
Bo gdy tak stałam w tym śpiewającym tłumie, słuchałam kolejnych wspomnień Powstańców, przez głowę przewijała się taśma - ujęcia z filmów dokumentalnych, fragmenty książek, zasłyszane opowieści. I zrobiło mi się wstyd, że tak trudno było mi się zmobilizować, by przyjechać i tym drobnym gestem obecności i wspólnego śpiewania powstańczych pieśni, oddać Bohaterom cześć. Zaopatrzona w butelkę wody, wachlarz, z perspektywą wygodnego powrotu do domu (mam dokąd wracać!), miękkiej poduszki, spokojnego snu, a potem kolejnego bezpiecznego dnia ...A Oni? Co za kontrast!
Nie po raz pierwszy, ale mocno, uświadomiłam sobie, że to Im zawdzięczam dzisiejszy dobrobyt - ten materialny i ten psychiczny. I rzecz najważniejszą dla człowieka: wolność. Wstyd, jak rzadko o tym pamiętam, jak mało doceniam to, co mam ...Postanowiłam więc wczoraj oduczyć się narzekać! ;)


"A kiedy Polska powstanie wolna,
to w niej stolica nie byle jaka
będzie pomnikiem na całe wieki
dla bohaterskich chłopaków z AKa."

Stwierdzenie z piosenki "O chłopakach z AK", że wolna Warszawa jest wiecznym pomnikiem tej powstańczej walki, uważam za trafne. Bo chyba nie ma ulicy, w którą by nie wsiąkła powstańcza krew, nie ma zakątka, który by nie widział Ich strachu, łez, cierpienia, ale przede wszystkim odwagi. A wracające wciąż jeszcze dyskusje o tym, czy warto było, czy nie warto uważam za bezduszne, żenujące. To są moi, nasi Bohaterowie!


"Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
za każdy kamień Twój,
Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
gdy padnie rozkaz Twój,
poniesiem wrogom gniew!"


Gorąco dziękuję Organizatorom za wczorajszy wieczór. Jeśli Bóg da, za rok stawię się znowu.

Doranma

niedziela, 30 lipca 2017

Odpowiedź

Podziwianie piękna świata nie jest stratą czasu. A jeśli "stratą", to nieodzowną, pożyteczną, jedyną w swoim rodzaju, bo może być jednocześnie oddawaniem hołdu Bogu, który jest autorem tego, co nas zachwyca.









"Oddawaj mi cześć w pięknie świętości. Stworzyłem piękno, aby dawało dowód Mojemu świętemu Jestestwu. Zjawiskowa róża, zachwycająco piękny zachód słońca, wspaniałość oceanu - wszystko to ma obwieszczać światu Moją Obecność. Większość ludzi mija te znaki w pośpiechu, nie poświęcając im większej uwagi. Niektórzy wykorzystują piękno, zwłaszcza kobiecą urodę, aby sprzedawać swoje produkty.
Jakże drogie są Mi te spośród Moich dzieci, które zachwycają się  pięknem natury; ten zachwyt otwiera je na Moją Obecność. Jeszcze zanim poznałeś Mnie osobiście, zdumiewało cię dzieło stworzenia. To dar, który niesie ze sobą odpowiedzialność. Obwieszczaj światu Moją Obecność. Cała ziemia jest pełna Mojego promiennego piękna - Mojej Chwały". (S.Young, Jezus mówi do ciebie)





Zamiast ważki obiektyw "złapał" iskierki światła na wodzie - urzekające :)





Pięknie wygląda trawa falująca wraz z ruchem krystalicznie czystej deszczówki.


No, może szkoda, że wodny spektakl dzieje się na mojej ogrodowej ścieżce po piątkowych opadach, ale przynajmniej przez chwilę mam swój wymarzony strumyk - oby nie za długo ;)



Słowa, które dziś przeczytałam i zacytowałam, są odpowiedzią na moje rozliczne dylematy związane z działką - czy ta miłość do pracy w ogrodzie nie jest przejawem egoizmu, życia dla siebie, pustotą... Teraz wiem, że nie :)



A jedzenie rośnie ;)


Życzę tygodnia pełnego zachwytów!
Doranma

środa, 26 lipca 2017

Motyle raz jeszcze

Nie mogę się powstrzymać, by nie pokazać Wam kolejnych ujęć z motylami w roli głównej :) Okazuje się, że w sobotę było ich jeszcze więcej - inne gatunki i chyba w ogóle więcej, skoro zaczęły się interesować innymi odmianami kwiatów, niż dotychczas. Zapraszam więc do wspólnego obejrzenia ich delikatnej urody.

 Rusałka ceik (ma bardzo nieciekawe zwyczaje)

Rusałka pawik


Przestrojnik jurtina?



Bielinek - rzepnik czy kapustnik?


 Znów rusałka pawik


Rusałka kratkowiec (pokolenie letnie jest zupełnie inaczej ubarwione, niż wiosenne; gąsienica żywi się wyłącznie pokrzywą)



Kto zmęczony uganianiem się za motylami, niech odpocznie na ławeczce :)



To maleństwo też się za motylkami ugania .


A do tego jest bardzo ciekawskie - ciekawość malucha jest silniejsza, niż strach przed człowiekiem :)


Motyle w ostatnich dniach dopadają mnie nie tylko w ogrodzie - na niezamówionym, ale przysłanym z księgarni notesie, na filiżance u koleżanki, na afiszu ... Myślę, że to nie przypadek, że coś chcą mi powiedzieć - tylko co? ;)

Odpoczywajcie. Pa!

P.S. I pomyśleć, że przebrzydłe mole, to też motyle ;)

czwartek, 20 lipca 2017

Motyla rapsodia

Środa. Taki dzień, który zwykle spędzam za firmowym biurkiem. Jednak nie wczoraj. Po załatwieniu porannych obowiązków, dla których wzięłam dzień wolny, już w południe siedziałam za kółkiem i przemierzałam warszawskie ulice w kierunku na wschód, ku mojej bajce :)
Po przekroczeniu furtki otoczył mnie trzepot skrzydeł, bezszelestny, ale tak intensywny i bogaty mnogością ruchów i kierunków lotu, że miałam wrażenie uczestniczenia w swoistym koncercie ;) Koncercie granym przez naturę niezależnie od tego, czy ktoś podziwia, czy nie. Na szczęście mogłam wczoraj być jego częścią.






Zdjęcia tego nie oddają, bo refleks i sprzęt za słaby, ale czułam się jak w motylarni, z tą różnicą, że "moje" motyle są wolne, mają do dyspozycji nieograniczoną przestrzeń, więc nie starają się zaprzyjaźnić z człowiekiem, rzadko usiądą na ręce czy głowie, w przeciwieństwie do tych uwięzionych w budynku wystawowym. No i nie ma wśród nich egzotycznych przybyszów, lecz swojskie rusałki, ogończyki (chyba), bielinki. Myślę, że rozpoznałam cztery gatunki, ale nie sfotografowałam wszystkich, które mnie otaczały.


W ruch poszedł atlas motyli, dzięki temu wiem, że powyższy okaz to przestrojnik trawnik. Co ciekawe, przeczytałam, że "przez nasilone rozrzucanie obornika, gatunek zaczyna wycofywać się z terenów uprawnych".


Rusałki zajęte jedzeniem rzadko rozkładają skrzydełka.




Powyżej prawdopodobnie strzępotek ruczajnik, ale nie jestem pewna, bo nie widać dokładnie całego rysunku skrzydeł.


A tego jegomościa nie zidentyfikowałam jeszcze, bo nie udało mi się zrobić mu ostrego zdjęcia :(
Pozostawianie w kątach ogrodu pokrzyw i sadzenie roślin atrakcyjnych dla motyli, przynosi efekty - z roku na rok jest ich chyba więcej. Jak widać na zdjęciach, te najbardziej ulubione w tej chwili kwiaty, to jeżówki i liatra, a także rudbekie. Zdziwiło mnie, że floksami, których mam najwięcej, zupełnie się nie interesują. W przyszłym sezonie musi więc koniecznie przybyć na rabatach jeżówek :)


Czasami bzyczki też wchodziły w kadr :)


 I nie-bzyczki ;)




 Przy okazji widać po liściach , jakie zniszczenia czynią ślimaki ... Lepiej więc na do widzenia popatrzeć na kwiaty :)


 
Eden Rose po przeprowadzce pod ganek polubiła swoją nową miejscówkę i zaczyna obdarzać pięknem swoich porcelanowych kwiatów - przypomina mi Paryż, gdzie widziałam olbrzymie jej krzewy całe obsypane kwiatami. W naszym klimacie takiego widoku się raczej nie doczekam, ale i te pojedyncze główki cieszą swoim urokiem.



 Pozdrawiam i życzę ciekawego, letniego poznawania przyrody!
Doranma