niedziela, 6 stycznia 2013

Przez żołądek do radości

Tu i ówdzie czytam lub słyszę o noworocznych postanowieniach. Hmm... kiedyś próbowałam, ale to nie dla mnie. Postanowienia czynię bardzo często, więc trudno by mi było czekać z nimi do nowego roku, szkoda czasu ;) 


Ale faktycznie początek stycznia to taki czas, gdy jakoś samo spogląda się wstecz i myśli, co będzie dalej? Najważniejsze, by w tym kolejnym roku chciało się chcieć. Wtedy i aktualne postanowienia zrealizujemy i nowe pomysły, które będą się pojawiały wiosną, latem, zimą... Żeby tego wszystkiego dokonać, co nam się marzy, żeby się chciało, potrzebny jest odpowiedni nastrój - pogodny, radosny, pełen nadziei i poczucia sensu. Czy mamy na niego wpływ? 


Uważam, że tak. Możemy wieloma sposobami zadbać o nasz humorek :) Ja dzisiaj chcę się skupić na ... jedzeniu :) A to za sprawą Świętej Hildegardy, która w ostatnich tygodniach wali w okna i drzwi mojego życia, wołając: wpuść mnie! Tym razem, bez zbędnych postanowień, po prostu daję jej szansę :) A jaki ma ona związek z postanowieniami i tytułową radością? Otóż chcę się z Wami podzielić listą produktów, które według Niej sprzyjają naszemu dobremu nastrojowi, więc warto  umieszczać je w codziennej diecie. Listę poniższą postanowiłam (a jednak!) wydrukować, zawiesić w kuchni i często z niej w tym roku korzystać. Czy ktoś jeszcze ma na nią ochotę? Próbujemy? Proszę bardzo :)

Pokarmy przynoszące radość według św. Hildegardy z Bingen:
orkisz
owies
koper włoski (fenkuł)
pokrzywa
migdały
kasztanowiec jadalny
mięso: najmniej szkodliwe to drobiowe, jagnięcina i baranina latem
ryby
rumianek pospolity
hyzop lekarski
mięta
pietruszka
babka płesznik
lukrecja
szałwia
szałwia muszkatałowa
języcznik zwyczajny
cynamon
kminek
gałgant chiński
goździki
gałka muszkatałowa
pieprz
dzięgiel litwor
anyż
jabłoń
bazylia
seler
trybula ogrodowa
ciecierzyca pospolita
mniszek lekarski
lebiodka kreteńska
kozieradka pospolita
czosnek pospolity
goryczka  żółta
leszczyna
jałowiec
liść laurowy
lawenda
miodunka
grusza
cząber
fiołek wonny

O wielu roślinach nie mam zielonego pojęcia, ale się dowiem w swoim czasie i nie omieszkam się z Wami tą wiedzą podzielić. A może ktoś z Was ma już swoje doświadczenia w tej dziedzinie i może potwierdzić dobroczynne działanie którejś z powyższych roślinek?


Rewolucje w naszym jadłospisie nie są wskazane, zmiany lepiej jest wprowadzać stopniowo, ja zaczęłam od mąki orkiszowej i kasztanowej. Poza tym, okazuje się, że moja zimowa herbatka, o której pisałam tutaj mieści się jak najbardziej w kanonie produktów poprawiających humor, więc polecam ją jeszcze raz. 


A na koniec podzielę się moim wczorajszym odkryciem, czyli tartą warzywną z mąki orkiszowej, która stała się wypadkową kilku przepisów znalezionych w necie i własnej inwencji. Zjedzona została szybciutko i z wielkim zainteresowaniem, więc nawet przez myśl mi nie przeszło, by ją sfotografować, ale to akurat najmniej istotne :)

Tarta orkiszowa z warzywami

Składniki:
25 dkg mąki orkiszowej (najlepiej mało oczyszczonej, z otrębami, wtedy ma najbogatszy skład)
12,5 dkg masła (używam klarowanego)
3-4 łyżki zimnej wody
1 łyżka oliwy
szczypta soli
opakowanie warzyw mrożonych (wykorzystałam mieszankę: kalafior, brokuł, marchew) lub ok. 0,5 kg świeżych
papryka
oliwa do smażenia
ser pleśniowy lub ostry kozi
opakowanie śmietany 18% (następnym razem wypróbuję jogurt kozi)
2 jajka
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
zioła prowansalskie

Mąkę, masło z dodatkiem oliwy, zimnej wody i soli zagniatamy tak, by powstała zwarta kula, którą zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na około godzinę.
W tym czasie przygotowujemy farsz i sos. Na patelni rozgrzewamy oliwę, na gorącą wrzucamy warzywa i dusimy pod przykryciem, aż zmiękną, pod koniec dosypujemy zioła prowansalskie, solimy do smaku, studzimy. Śmietanę roztrzepujemy widelcem wraz z całymi jajkami, doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową, odstawiamy.
Ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy i wylepiamy nim foremkę do tarty lub dużą tortownicę w taki sposób, by powstał rant wysoki na ok. 2-3 cm, nakłuwamy widelcem w kilku miejscach. Podpiekamy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Formę można przed włożeniem ciasta trochę posmarować tłuszczem, ale nie jest to konieczne, bo samo ciasto jest tłuste. Po ok. 15 minutach wyjmujemy ciasto, wykładamy na nie warzywa, posypujemy przygotowanym serem i zalewamy sosem. Całość pieczemy 30-40 minut, ważne, aby sos ściął się i nie był rzadki. A potem to już tylko buzia się uśmiecha :)


 No a kwiaty? Są dla mnie niezawodnymi "rozweselaczami", niezależnie od pory roku. Jestem przekonana, że warto się nimi otaczać i nimi obdarowywać innych :) A jaka frajda, gdy się jest nimi obdarowaną :))


Pozdrawiam i życzę radosnego tygodnia!

22 komentarze:

  1. Ale kwieciście u Ciebie! :)
    Do listy koniecznie dodaj bertram (Ananacyclus pyrethrum)- przyprawę, która obok galgantu jest najczęściej wymieniana i ceniona w diecie i kuracjach mniszki. Mówi o nim tak :"dobrze jest,gdy zdrowy człowiek je bertram, bowiem zmniejsza w nim zgniliznę, zwiększa ilość dobrej krwi oraz oczyszcza intelekt. Choremu, który fizycznie prawie zmizerniał, bertram pozwoli odzyskać siły." :) Uwielbiam ten Jej nieskomplikowany, jakże kobiecy język medyczny! :) Stosuje się go przy zaburzeniach trawienia, anemii złośliwej (niedokrwistość złośliwa), cukrzycy i in. W smaku nie jest jak dla mnie interesujący, ale się nie narzuca więc go toleruję ;) Inaczej jest z galgantem (Alpinia officinarum Hance), ma zdecydowany smak, podobny do imbiru, ale nie tak palący. Polecany dla sercowców, choć nie tylko.
    Cieszę się, że zasmakowałaś w orkiszu. Jest bardziej neutralny i delikatny w smaku niż inne zboża i wyroby z nich. Dlatego się nadaje na dodatek do potraw o wielu różnych smakach. Warto pamiętać, że do pieczenia należy dodać ciut mniej płynu niż do mąki pszennej, aby nie wyszła papka.
    Pozdrawiam i życzę wielu ciekawych odkryć kulinarnych! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uzupełnienie :) W książce, na podstawie której robiłam listę, nie było mowy o bertramie, ale jest mi ta nazwa już znajoma. Na razie na te nowinkowe przyprawy się nie porywam, postanowiłam korzystać bardziej świadomie z tego co mam i obserwować, jak reaguje mój organizm.
      Mam wrażenie, że orkisz jest bardziej pulchny, wydajny niż pszenica. Jeżeli się okaże, że dobrze mi robi, to skończy się wiele trudności w kuchni, z którymi się obecnie borykam. Pozdrawiam i dziękuję Ci za zachętę do powrotu do Hildzi :) Wczoraj nabyłam nową książkę z jej przepisami :)

      Usuń
    2. Dorotko, wg. świętej:pszenica do pieczenia, orkisz do gotowania. Nie poleca gotowanej pszenicy w żadnej postaci , bo jest ciężkostrawna. Ale w jej przepisach, którymi dysponuję, orkisz pod różnymi postaciami wykorzystuje się i do gotowania,i do pieczenia :)No jest jeszcze kwestia,czy na pewno to o co jest opisane jako orkisz, jest czystym orkiszem, a nie mieszanką genetyczną z pszenicą. Ale o tym już Ci pisałam. Są też stare regionalne odmiany pszenicy (np. włoska farro), które różnią się od tej,którą my zwykle używamy w Polsce. Z nimi jest trochę inaczej (lepiej).
      Polecam jeszcze macierzankę. To też obowiązkowa ;)przyprawa. Całkiem przyjemna, choć na początku trochę się do niej "jeżyłam". Tak naprawdę, to dopiero hildegardowa kuchnia pomogła mi się rozsmakować w przyprawach. W domu Mama jakoś mało ich używała.
      Pozdrawiam! Niech Ci służy! :)))

      Usuń
    3. Jesteś kopalnią cennej wiedzy :)) I na pewno wiesz, jak rozpoznać czysty orkisz? Moja Mama też używa tylko kilku podstawowych przypraw, więc ja dopiero na swoim gospodarstwie zaczęłam się je poznawać i ... uczyć Mamę :) Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    4. Oj, Dorotko, rozpoznawanie orkiszu pozostawię rolnikom ;) Ja korzystam z pewnego źródła i jestem zadowolona. Generalnie pewne różnice widać już w kolorze,zapachu mąki a później w konsystencji.
      Ja też moją Mamę zachęcam do eksperymentów. Problem tkwi chyba w tym, że tych diet i sposobów na zdrowie jest tyle, że trudno o jakąś konsekwencję w życiu. Więc choć dostaje ode mnie przyprawy i ma przepisy, raczej rzadko po nie sięga. Ja jestem odporna na nowinki i wierzę w różnorodną dietę. To co proponuje Hildegarda mi odpowiada, bo jest umiar, różnorodność i to globalne spojrzenie na człowieka. Muszę jednak przyznać, że choć rozumiem fakt iż stosowała swoje metody w czasach średniowiecza, to jednak niektóre jej rady są odstraszające dla zwykłych współczesnych ludzi. Wystarczy wymienić sam upust krwi, który przecież jest w przypadku wielu chorób zalecany! Na szczęście jej medycyną zajmują się też niektórzy lekarze i to ich pozytywna opinia daje mi poczucie spokoju w kwestiach, na których się zwyczajnie nie znam. Na szczęście, póki mi zdrowie pozwoli nie muszę się zastanawiać, nad takimi kuracjami;)
      Miłego dnia!

      Usuń
    5. Masz rację, różnorodność diet jest przeogromna i trudno wybrać to, komu wierzyć. Wczoraj zaczęłam czytać książeczkę pani Stefanii Korżawskiej, która uważa, że w naszym klimacie powinniśmy jeść głównie potrawy gotowane, a nie surówki. A ja od lat ufam sokom i surówkom... Dlatego, aby się nie pogubić, odnoszę się do Biblii i wybieram to, co się na niej opiera :)

      Usuń
  2. Dla mnie i tak najlepszym rozweselaczem są kwiaty. Anyż by mnie nigdy nie rozweselił, bo nie lubię jego smaku :(. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście lista jest długa, więc na pewno znajdziesz na niej coś, co lubisz :)

      Usuń
  3. Dzień dobry w nowy dzień
    i cały tydzień
    oby był każdy dzień szczęśliwy
    i zdrowy.
    Serdecznie pozdrawiam
    i ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jemy chleb z mąki orkiszowej, jest pyszny, ziół i przypraw też używam, ale o wielu z Twojej listy słyszę pierwszy raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak długo nie dawałam się przekonać do orkiszu, dopóki sama nie spróbowałam - dużo straciłam :) O nowych roślinkach będę pisała, jak tylko je poznam :)

      Usuń
  5. Sporo tych rozweselaczy. i można je wszystkie zjadać?Jak piszesz jabłoń to znaczy ,że jabłka czy całe drzewo można wmniamniać? W tej chwili najbardziej rozwesela mnie leszczyna bo ją widzęza oknem i już zaczyna mieć coraz bardziej żółte bazie. Wiosna rozwesela najbardziej . Kwiaty to wiadomo już klasyk poprawiaczy humoru. Całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jabłka na pewno :) A co do reszty, to jeszcze nie wiem, ale obiecuję, że zgłębię temat. Być może okaże się, że można parzyć liście lub kwiaty, tak jak w przypadku jaśminu, co kiedyś było dla mnie niemałym zaskoczeniem.
      Za kilka dni ma powrócić zima, więc chyba te żółtości na leszczynie trochę przystopują. Na wiosnę za wcześnie, jeszcze trzeba się karnawałem nacieszyć ;)

      Usuń
  6. dziekujemy za ten skrócony przewodnik, pozdrawiam i kwiaty cudne
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie przydatny :)

      Usuń
  7. Wcale nie dziwię się, że święta Hildegarda propagowała tyle ziół. Jej następczynie jeszcze obecne na jednej z wysp Jeziora Herrenchiemsee sadzą ich znaczne ilości.
    Przyznaję, że uwielbiam zioła. Sadzę je ekologiczne. Suszę. Zawsze mam zrobione zapasy.
    Bazylię, cząber, mrożę do kubków.
    Rozmarzyłam się patrząc na Twoje piękne kwiaty.Oby wiosna przyszła jak najszybciej.
    Ślę pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że cząber używa się do fasolki, ale do czego jeszcze? Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. śliczne są kwiaty wszystkie kocham

    zaobserwowałam blog i będę odwiedzać serdeczne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepis na tartę....zabieram ;)
    i dziękuję...:)
    Dużo zmian w mojej kuchni tzn.w sferze nawyków kulinarnych...;)ale to postanowienie noworoczne...;)
    dlatego listę też przestudiuję...
    Niektóre pozycje są dla mnie wielkim zaskoczeniem ?!
    Jeszcze wyrażę zachwyt nad...storczykiem :):):)My favourite!
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaglądam pod Twoje niebo szerokie...;)
    Zostawiam uśmiech i podziękowania...za Twoje ciepłe słowa zostawione u mnie...radość wielka :):):)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam. Kuchnia Hildegardy zainteresowała mnie chyba 3lata temu. Używam orkisz, fenkuł, galgant, migdały. Nie wiem na ile mnie rozweselają, ale orkisz i fenkuł pomogły mi wyjść na prostą z kłopotów z wątrobą. Niestety fenkuł jest nie dostępny w mojej miejscowości.Ale jak trafię na niego w większym mieście to kupuję na zapas:)

    OdpowiedzUsuń