środa, 11 marca 2015

W domowym zaciszu

Nie cierpię chorować, ale bardzo lubię czas rekonwalescencji, gdy wracając powoli do zdrowia mogę zacząć rozkoszować się godzinami spędzanymi w spokoju w ukochanym domu. Tak, rozkoszować się, to najwłaściwsze słowo :) I mimo, że już minęły ponad dwa tygodnie mojego "zamknięcia", to nic a nic się nie nudziłam i mogłabym tak posiedzieć jeszcze czas jakiś z największą przyjemnością :) Też tak macie? 
Cóż, jednak trzeba wracać do pracy, mimo, że zdrowie jeszcze nie do końca dopisuje. I cieszę się niezmiernie, i wdzięczna jestem za to, że mam dokąd wracać. Domatorstwo bowiem nie wyklucza rozsądku - praca jest potrzebna, konieczna i cieszę się, że mogę już stanąć na nogi i do niej wrócić. A że sercem jestem bardziej tu, niż tam, to już insza inszość ;)


Przez ostatnich kilka dni słońce ozłociło mój świat. Wczoraj było tak ciepło, przyjemnie, jasno, że nie miałam wątpliwości, że wiosna nieodwołalnie przyszła już! I nie zmieni tego chwilowe ochłodzenie i dzisiejsza szarość za oknem. Wystarczyło tych kilka cieplejszych, słonecznych dni, by trawa tu i ówdzie okryła się zielenią, a pąki na drzewach i krzewach zaczęły rosnąć.W osiedlowym ogródku okryłam kępki wesołych krokusów - stałam i gapiłam się na nie jak zaczarowana :) Na okolicznych ulicach i podwórkach rozpoczęły się prace porządkowe - panowie biegają z grabiami, czyszczą - od razu przyjemniej :) Optymistyczna aura za oknem i powrót sił fizycznych po chorobie sprawiły, że zachciało mi się odświeżenia najbliższego otoczenia, a zwłaszcza wesołych, pastelowych kolorów. Zapragnęłam żółtego :) 


Gałązki forsycji ścięte na działce trzy tygodnie temu, długo utrzymywały swoje żółciutkie kwiatki, ocieplając i rozweselając pokój.



Tym pragnieniem powodowana i korzystając ze sprzyjającego faktu, że moim głównym zadaniem jest powrót do zdrowia, a więc nic innego nie muszę, nigdzie się nie spieszę - postanowiłam więc zmierzyć się z zadaniem odkładanym przez lata całe... Wyciągnęłam stare adamaszkowe zasłony, maszynę do szycia i zaczęłam dłubanie przy planowanych od dawna pokrowcach na siedziska krzeseł. 


Na powyższym zdjęciu doskonale widać różnicę - stare, prawdopodobnie oryginalne obicie, które już się wysłużyło przez kilkadziesiąt lat, a po lewej wersja odświeżona w moim wykonaniu :)



Bardzo podobają mi się zdobiące je detale, wykonane ze starannością charakterystyczną dla dawnego rzemiosła. Podbiły moje serce kilka lat temu, gdy stały niechciane przez nikogo na bazarku, wśród innych staroci. Brudne, ochlapane farbą - przygarnęłam, wyczyściłam jak umiałam i pokochałam :) Mam nadzieję, że kiedyś dotknie je ręka prawdziwego fachowca, przywracając im pełnię urody.


Wracając do obicia - najpierw miało być bardziej profesjonalnie, jednak już przy drugim krześle poszłam na "łatwiznę", zamieniając wykrój pokrowca ściąganego pod spodem krzesła w gumkę, na metodę bardziej "laicką", ale za to dającą lepszy efekt wizualny z wierzchu. Okazało się, że zamiast doszywać plisy, szyć tulejkę, wciągać troczki lub gumkę, dużo prościej jest jedynie podszyć prostokąt materiału o odpowiednich wymiarach, aby się nie strzępił i ręcznie (!) od spodu siedziska pozszywać go "na okrętkę", naciągając jednocześnie tak, by był dobrze dopasowany. Dzięki temu nic się nie marszczy, a w razie potrzeby łatwo będzie wszystko rozpruć i uprać. Polecam tę metodę wszystkim, którzy chcieliby odnowić swoje krzesła, a z różnych powodów nie mogą w danej chwili skorzystać z usług tapicera. Okazuje się bowiem, że nie trzeba mieć szczególnych umiejętności krawieckich ani oprzyrządowania tapicerskiego, by przemienić wygląd krzeseł w sposób moim zdaniem zadowalający :)


A do "nowych" kremowo-żółtych krzeseł wyjęłam moje ulubione, wiosenne filiżanki, utrzymane w tonacji, która niezmiennie od wielu lat i niezależnie od pory roku gra mi w duszy :) Bardzo lubię połączenie pastelowych odcieni zieleni, różu i żółtego na porcelanie i innych dodatkach we wnętrzach. I mam w nosie modę na szare ;)


I jeszcze raz okazało się, że to co najdłużej odkładam w czasie, uważając za zadanie trudne lub czasochłonne, okazuję się proste, przyjemne i przynosi mi najwięcej satysfakcji :)


Przy okazji tego wpisu pozdrawiam serdecznie Marię Par - kochana, gdybyś mieszkała bliżej, na pewno chciałabym skorzystać z Twoich umiejętności i usług, ale że tak nie jest, to radzę sobie jak potrafię, a Twoje prace podziwiam :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie z wiosennym powiewem :)
Doranma

16 komentarzy:

  1. Czas pobytu w domu, oprócz wracania do zdrowia, dodatkowo jeszcze wykorzystałaś. Zmieniłaś obicia w krzesłach i bardzo ładnie Ci to wyszło.Filiżanki są śliczne wiosenne, a forsycja dodała słonecznego koloru w domu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  2. Chętnie skradłabym ci te krzesełka:) Już idę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no, to się nazywa dochodzenie do zdrowia! Śliczne nowe obicia, doskonale pasują do klimatycznego wnętrza. Zazdroszczę takich umiejętności - dla mnie tapicerskie czynności mają w sobie coś z magii - dają meblom nowe, czyściutkie życie :) Zaskoczyłaś mnie Dorotko zdolnościami!
      Odpozdrawiam równie wiosennie :) U nas pada i jest nieprzyjemnie zimno.
      AniaB

      Usuń
    2. Aniu, jakże się cieszę z Twojej wizyty :) I dziękuję za ciepłe słowa pochwały. Masz rację, zmiana obić odmienia niesamowicie meble. To coś, jak skoszenie trawy dla ogrodu ;)
      Prace manualne, to chyba czwarta z rzędu moja "miłość" ;) Szkoda tylko, że wszystkie w życiu się nie mieszczą.
      Uściski :)

      Usuń
  3. Kochana, pięknie sobie poradziłaś z krzesłami. Są świetne.
    Życzę zdrowia i sił.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa uznania od profesjonalisty... jak mi miło :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Wyłączyłam telefon, zaparzyłam kawę w ukochanej wyszczerbionej filiżance i nareszcie odpoczywam.
    Mam w nosie wszystko.
    Tak myślałam.Wyczułam w Twoim pisaniu taki spokój , to dziwne, nie umiem tego określić, ale odniosłam wrażenie ,że coś się zmieniało,wydarzyło.
    Wracaj do zdrowia.Myślę,że energia nadchodzących dni doda Ci sił.
    Twoim domem jestem oczarowana.Emanuje od Was tyle ciepła i spokoju , a mnie tego tak trzeba.Gdybyś kiedyś chciała zmienić Swoje życie zawodowe , to powinnaś pomyśleć o założeniu pensjonatu dla sfrustrowanych i pędzących przez życie ludzi.Leczyć ich dusze wystrojem wnętrz , swoją aurą i spokojem ducha.
    Przy okazji warsztaty z zakresu metamorfozy np.krzeseł , florystyczne,literackie, cudownie pachnąca i smakująca herbatka .Niczego więcej nie potrzeba.
    O losie ...., jak się rozmarzyłam.
    Zawsze u Ciebie marzy mi się coś(latem marzyło mi się wylegiwanie w Twoim cudownym ogrodzie).
    Pewnie dlatego,że mamy trochę wspólnego.
    Też jestem taka litościwa wobec staroci.
    Adoptowałam różne rzeczy .Stary fotel bujany , stare lustra , szafli, kryształki, talerze ,wazony.
    Ale tak je kocham ,że nie wyobrażam sobie wymienić ich na nowoczesne i dizajnerskie .
    Krzesła już kiedyś też tak odnawiałam, i przyznam Ci się ,że to świetna metoda.Małym kosztem , jak mi się kolor znudzi , albo chłopcy zaplamią moje kratki (bo zrobiłam sobie zielone kratki), to zmieniam , zakładam nowe ,albo piorę.Wszystko zależy od nastroju oczywiście.
    Oj , gdybym wiedziała o Twoim istnieniu kilka lat temu .Po śmierci ukochanej cioci uprzątaliśmy starą kamienicę w Piotrkowie .Przeżyły w tym domu 3 pokolenia. Połowę różności po prostu rozdaliśmy.A było tam tyle skarbów.Nie mogliśmy zabrać wszystkiego.Moje 60 metrów nie byłoby w stanie zmieścić ich całego życia.
    Masa rzeczy poszła w świat.Byłam ludziom wdzięczna ,że nie musimy tego wystawiać na śmietnik.Umarłabym z żalu.
    Tak , dom to życie , historia , tradycje, smaki zapachy , śmiechy- chichy , czasem łzy.
    Cudownie było. Dziękuję.
    Wracaj do zdrowia.
    Pozdrawiam Kate.




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kate, my najwidoczniej z podobnej gliny ulepione jesteśmy ;) Moja ulubiona filiżanka to też taka po przejściach - pęknięta, sklejona, ale najbliższa sercu, bo przypominająca dzieciństwo u Babci. A ten spokój, o którymi piszesz - tak wpływa na mnie dom i bezpieczne, przyjemne dni w nim spędzane, możliwość cieszenia się tym, co tak mi bliskie.
      Ale jest coś, czym zaskoczyłaś mnie totalnie :) Przez moje dość już długie życie nie mogę dojść, co powinnam w tym życiu tak naprawdę robić, tzn. zawodowo, a Ty w kilka minut kawałek biznesplanu mi napisałaś ;) Zawsze jest dla mnie niesamowitym doświadczeniem takie przejrzenie się w oczach osoby stojącej z boku, ciekawe, że często inni widzą w nas to, czego sami nie dostrzegamy. Szkoda tylko, że tej Twojej wizji pensjonatu, bardzo mi zresztą bliskiej, nie dam rady na 34 metrach mieszkania zrealizować ;) Ale wierzę, że jeżeli coś jest naszą drogą, to się wydarzy. No chyba, że bardzo się będziemy przed tym bronić i wierzgać ;)
      A co do Twoich mebelków po babci, to ufam, że trafiły w dobre ręce osób, które dbają o nie i czerpią przyjemność z ich codziennego używania.
      Ściskam Cię mocno!

      Usuń
  5. Nie jestem zaskoczona, że lubisz przebywać w swoim domu. Jest nie tylko pięknie urządzony ale i bardzo przytulny. On dla Ciebie jest przecież miejscem bezpiecznym, jest schronieniem. Tutaj możesz usiąść z filiżanką w ręku, poczytać książkę i zebrać wszystkie myśli, zastanowić się nad problemami. Dom jest tym miejscem, które sprawia Tobie radość, jest azylem.
    My również uwielbiamy swój dom. I chociaż bardzo lubimy podróże to zawsze z ogromną radością wracamy do swojego domu.
    Nowe obicia są bardzo piękne. I sądzę, że jesteś z siebie dumna. Wykonałaś kawał dobrej roboty.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że mnie zrozumiesz, moja siostrzana duszo :) Tak, uwielbiam ten moment przekraczania domowego progu, nawet gdyby miejsce, z którego wracam było cudowne i szczęśliwe. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  6. Nie dziwię się, że chcesz przebywać w zaciszu domowym, tu czujemy sie najlepiej, chociaż ciagnie nas do innych ludzi. Takie chwile są bezcenne, szkoda tylko, że choróbsko było tego przyczyną, ale jak to się mówi nie ma tego złego... bo krzesła - same w sobie piękne - w nowych sukienkach prezentują się wspaniale :)
    Pozdrawiam i zdrówka życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie poradziłaś sobie z krzesłami, zmiana na duży plus. Też lubię zacisze domowe...pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Krzesła piękne i zdecydowanie wystarcza im Twoja ręka:) wyglądają na bardzo zadbane i kochane:) Świetnie poradziłaś sobie z tapicerką!
    Bardzo wiosennie i miło u Ciebie, chętnie zasiadłabym na jednym z krzeseł z filiżanką kawy, podaną w uroczej filiżance w tulipany:)
    Mam nadzieję, że , "choróbsko" odeszło w niepamięć. Uściski zasyłam

    OdpowiedzUsuń
  9. Przede wszystkim dużo zdrowia! Też mam takie jak Ty przemyślenia odnośnie pracy: jest potrzebna, ale nie obraziłabym się na dłuuuugi urlop :)
    Fajnie wyszły krzesła :)

    OdpowiedzUsuń