wtorek, 6 grudnia 2011

Post Daniela - dzień szósty: św. Hildegarda, czyli ciąg dalszy mojej retrospekcji.

Wiosną tego roku, szukając naturalnych metod leczenia żołądka, zakupiłam książkę pt.: "Program zdrowia św. Hildegardy z Bingen. Dawne lekarstwa na współczesne choroby" - przejrzałam, trochę poczytałam i odłożyłam, zapominając o niej wśród wielu innych lektur. Teraz temat do mnie wrócił wraz z wykładem poświęconym tejże świętej. Wiadomości podane w bardzo interesujący sposób zachwyciły mnie i sprawiły, że po powrocie do domu z niecierpliwością odszukałam książkę i zagłębiłam się w lekturze. Tutaj pragnę się podzielić się kilkoma najważniejszymi zaleceniami zaczerpniętymi ze wstępu:

1. Traktuj produkty żywnościowe jako środki lecznicze w życiu.
2. W celu utrzymania i odzyskania zdrowia stosuj w pierwszej kolejności środki lecznicze pochodzenia naturalnego.
3. Zwracaj uwagę na naturalny sen na zmianę z wystarczającą ilością ruchu.
4. Zwracaj uwagę na rozsądną równowagę pomiędzy pracą a odpoczynkiem zgodnie z regułą Ora et labora - módl się i pracuj.
5. Oczyść ciało z toksyn poprzez kąpiele, saunę oraz zabiegi odtruwające, na przykład upust krwi, stawianie baniek, oczyszczanie jelit i masaż nerek.
6. Zmień własne psychiczno-społeczne wady w wielkoduszne i pełne życzliwości uczynki duchowej radości, witalności oraz wspólnoty z bliźnimi.
(podkreślenia moje, bo wydaje mi się, że z tymi prostymi zaleceniami współczesny człowiek ma wyjątkowo dużo kłopotu, a ja tak mam na pewno ; ))

Trudno się z tymi radami nie zgodzić. I pomyśleć tylko, że pisała o tym KOBIETA w XII WIEKU! Przecież nie mogła wówczas studiować, a nawet jeżeliby była wykształconym mężczyzną, to i tak wiedzy, którą ona przekazuje w ówczesnym społeczeństwie nie posiadano. Owszem, obecnie wiadomości zawarte w jej zapiskach znajdują naukowe potwierdzenie. Dlatego uważam, że wiedza, którą ona stosowała w leczeniu, pochodziła od Ducha Świętego, a to sprawia, że jej zalecenia są dla mnie wiarygodne. Sama tak pisała: "W całym stworzeniu, w drzewach, roślinach, zwierzętach, a nawet w kamieniach ukryte są tajemne siły, które nie są znane żadnemu człowiekowi, dopóki nie zostaną  mu objawione przez Boga. (...) Wszystko, co napisałam, pochodzi wyłącznie z mojego niebiańskiego źródła wizji".
Powyższą lekturę polecam, gdyż jest nie tylko ciekawa, ale i wartościowa, a jeżeli ktoś chciałby także dostarczyć sobie estetycznych doznań muzycznych, to proszę poszukać kompozycji jej autorstwa (chciałabym umieścić któryś z jej utworów na blogu, ale na razie próby nie zakończyły się sukcesem niestety).
Jak na tamte czasy - kobieta genialna. I święta :)


Ponieważ, tak jak kiedyś pisałam, o poście marzyłam od dłuższego czasu, więc już latem rozpoczęłam do niego przygotowania - nie tylko robiłam kiszonki z przeróżnych warzyw, ale przygotowałam sobie własną owocową herbatkę z działkowych, a więc mam nadzieję, że i ekologicznych produktów. Podczas postu czarna herbata odpada, z zieloną nie można przesadzać, a pić trzeba dużo, więc warto mieć urozmaicenie. Z doświadczenia wiem, że na sklepowych półkach trudno jest znaleźć herbatę owocową pozbawioną sztucznych aromatów, tak więc postanowiłam być zapobiegliwa.
Najpierw stopniowo w słoju przybywały kolejne warstwy suszonych owoców: maliny, poziomki, jabłka, gruszki i aronia.


Oddzielnie ususzyłam liście jeżyn, malin i poziomek (powinny być odmiany leśne, ja jednak wykorzystałam ogrodowe). Następnie liście rozdrobniłam pokruszyłam w dłoniach i wymieszałam wraz z owocowym suszem.


Teraz (nie tylko podczas postu) delektuję się zdrową herbatką, która smakiem i kolorem przypomina mi kompot :)


A na zakończenie chcę się podzielić przepisem na sałatkę - zestaw składników zaskakujący - sama bym na to nie wpadła :) - ale efekt bardzo smaczny, na pewno będę do niej wracała nie tylko w poście. Myślę, że dobrze będzie się także komponowała po przerobieniu na sałatkę śledziową.
Składniki:
- gotowane buraki, pokrojone w plasterki (ugotowałam na parze),
- kiszone ogórki pokrojone w plasterki,
- cebulka,
 - tarte jabłko,
 - zielenina (najlepiej natka z pietruszki),
 - sok z cytryny lub ocet jabłkowy do smaku,
 - sól, pieprz,
i jeżeli nie jest to sałatka postna, to trochę oliwy i łyżeczka majonezu.
Wymieszana sałatka musi trochę postać, najlepiej założyć, że zjemy ją dopiero następnego dnia.


Pozdrawiam :)
D.

niedziela, 4 grudnia 2011

Druga niedziela Adwentu, czyli wieczór z książką wśród kwiatów


Po cudownym, bogatym w doznania i refleksje weekendzie spędzonym wśród ludzi, wyciszona i pogodna zasiadam dla odmiany sam na sam z myślami i emocjami zamkniętymi na kartach książki, w pięknych strofach wierszy. Przerzucam pożółkłe strony z namaszczeniem, wszak i blisko 150 lat temu ktoś szukał wśród nich wzruszeń, przebiegał niecierpliwie kolejne akapity śledząc rozwój wydarzeń...


Tym razem jednak nie mogę skupić się na dziejach Caprei i Romy, gdyż myśl wraca do zasłyszanego rano wiersza. Biegnę więc do komputera, szukam gorączkowo i już mam, i już się rozkoszuję brzmieniem słów, ich sensem:

" (...)Matko Słowa,
Matko Dobroci,
Módl się o dobroć
Wszystkich polskich słów.
Usłysz głosy,
Napełń myśli człowiecze,
Panno zwolena,
Maryo.

Niech ani jedno słowo
Nie będzie złe.

Nich ani jedno słowo
Nie czai się do skoku.

Niech ani jedno słowo
Nie nienawidzi.

Niech nie krzywdzi.

Niech nie zabija.

Niech wybacza.

Niech leczy.

Niech łagodzi.

Niech zamyka
Człowiecze rany
Jak skrzydła ołtarza.
(...)"
R. Brandstaetter, Hymn do Czarnej Madonny

Atmosfera tego dnia sprawia, że jest mi błogo, czuję się jak ta mała dziewczynka przytulona do ręki Boga.

Potem odrywam wzrok od tekstu i sycę go kolorami kwiatów, którymi późna jesień mnie obdarza.



Kaktus ten według wszelkich opisów powinien kwitnąć latem, u mnie jednak nieznacznie wyprzedza swoim kwitnieniem grudnika, tak więc przez kilka tygodni moja jesień jest różowa :)
Zauważyłam, że im dłużej trzymam obydwa kwiatki jesienią na balkonie (dopóki nie ma przymrozków), tym więcej zawiązują pąków kwiatowych.


Podczas dzisiejszego podlewania zauważyłam, że falenopsis wypuścił pączki. Jeszcze wiele tygodni minie zanim będę się mogła cieszyć elagancją jego kwiatów. Póki co, mogę powspominać ich bogactwo sprzed kilku miesięcy:


Na zakończenie chcę się podzielić myślą, jak bardzo miło zaskoczył mnie fakt, że  ostatni post spotkał się z wyjątkowym zainteresowaniem, sądząc po ilości odwiedzin. Intryguje mnie, co było tego przyczyną :)
Życzę więc wszystkim, którzy tutaj zajrzą, bogatego w dobre zdarzenia tygodnia!
D.

czwartek, 1 grudnia 2011

Post Daniela - dzień trzeci: zaczynamy od cytrynki i ćwiczymy ciało :)

Pomaga pozbyć się nadmiaru soków żołądkowych, likwiduje czkawkę, zgagę, zaparcia, nudności, dezynfekuje układ moczowy, walczy z wypryskami, orzeźwia, chroni przed wirusami, działa bakteriobójczo, oczyszcza organizm - te i wiele innych możliwości tkwi w niewielkiej, słonecznej cytrynie :) Nic więc dziwnego, że każdy dzień Postu rozpoczynaliśmy od zjedzenia kilku kawałków tego owocu, a sokiem cytrynowym doprawiane były obficie nasze surówki. Na początku nieprzyzwyczajone do kwaśnego smaku buzie wykrzywiały się bajecznie, ale już po kilku dniach zjedzenie połówki cytryny na czczo, to jak przysłowiowa bułka z masłem :) Dobrze jest ten zwyczaj zachować na dłużej i stosować także po powrocie do codziennej, zdrowej diety - system immunologiczny będzie nam bardzo wdzięczny za takie wsparcie.


Jednak robiąc generalne porządki we własnym organizmie nie skupiajmy się wyłącznie na zawartości talerza. Równie ważny jest wtłaczany nam od dzieciństwa do głów slogan "ruch to zdrowie", który podczas oczyszczania musi przestać być tylko i wyłącznie sloganem, jeżeli chcemy widzieć rzeczywiste efekty naszych starań. Trzeci lub czwarty dzień poszczenia przynosi przeważnie wszystkim lepsze samopoczucie i przypływ energii, znika głód tak, że można bez przeszkód zacząć czerpać przyjemność z różnych zajęć sportowych.

Podczas turnusu, w którym uczestniczyłam, po zmierzeniu się z porcją cytryny, podczas porannej gimnastyki trenerka dbała o rozciągnięcie naszych ciał w różne strony, poruszenie rzadko używanych mięśni (następnego dnia człowiek się dziwi, że tu i tam jakieś mięśnie ma ; )) i zwiększenie tempa pracy serc.
Ćwiczenia i wysiłek fizyczny pomagają organizmowi wydalić niepotrzebne złogi, nieczystości, stawy nabierają elastyczności, a ruchy swobody i miękkości. W oczyszczaniu bardzo istotna jest również higiena, kąpiele, szczotkowanie ciała, bo przez skórę również wiele toksyn jest usuwanych. W domu funduję sobie kąpiele w solance termalnej, która wspomaga usuwanie produktów przemiany materii oraz nawilża i ujędrnia ciało - to ostatnie działanie jest nie mniej ważne, bo chociaż sama dieta wpływa korzystnie na rewitalizację organizmu i jego odmłodnienie, to jednak podczas Postu, gdy z dnia na dzień traci się w dość szybkim tempie kolejne deka wagi, skóra bez wspomagania nie może nadążyć.
Mając to wszystko na uwadze kilka godzin każdego dnia można było spędzić w basenie, saunie, siłowni, na rowerze lub moich ulubionych pieszych spacerach.


Bardzo lubię chodzić, zwłaszcza po okolicy, która zachwyca oczy tak, jak Konstancin. Słońce co prawda już drugiego dnia schowało się za chmurami i do końca pobytu spoza nich się nie wychyliło, lecz i tak jesienna aura była bardzo sprzyjająca pieszym wędrówkom. Czasami miałam wrażenie, że niebo z ziemią zamieniły się miejscami, bo nad głową szarość chmur, a pod nogami złoto jesiennych liści (chociaż na zdjęciach dojrzeć to złoto jest trudno :))

Konstancin to miejscowość, która zachwyca mnie klimatem tworzonym przez sosny i ciche malownicze uliczki z mnóstwem pięknych domów - tych starych, tajemniczych, przy których zatrzymywałam się z zapartym tchem, zastanawiając się kim byli ludzie, którzy kiedyś tutaj zamieszkiwali, czy byli szczęśliwi? jak ten dom wyglądał w czasach swojej świetności? kto chodził alejkami ogrodu? o czym myślał? czy znajdzie się ktoś, kto od znowu te mury pokocha, uratuje?


Domy leciwe, ale jeszcze wciąż przygarniające swoich mieszkańców i cieszące urodą:


oraz domy zupełnie nowe, wspaniałe, ale jakże często zazdrośnie schowane za wysokim parkanem :(


I o ile wśród starych willi czułam się bezpiecznie, czułam bijące od nich ciepło, to nowe dzielnice sprawiały na mnie wrażenie chłodnych, pomimo przepychu i elegancji. Wydawało mi się, że z ich ciemnych okien wieje smutek, że nawet jeżeli jakieś okno rozweselało światło, to wewnątrz jest ktoś, kto czuje się bardzo samotny... Nawet pies przy takich domach nie szczeka, nie widać mieszkańców, nie słychać śmiechu dzieci.... Jakże to inna atmosfera, niż ta, którą przechowuję w pamięci z lat dziecinnych, gdy wyjeżdżając poza miasto witał mnie dym z kominów, szczekanie psów, odgłosy rozmów czy jesiennego krzątania się w ogrodach.

Minione listopadowe dni, chociaż bez słońca, miały swoją magię, w powietrzu unosiły się leciutkie, pajęcze niteczki tajemnicy, nostalgii, romantyzmu ... Jesień żegnała się z nami ciszą zaległą w gałęziach drzew i ostatnimi bladymi kwiatami :)


Pozdrawiam ciepło tajemniczych Zaglądających :)
D.