sobota, 3 stycznia 2015

Gdy za oknem ciemno


Sylwestrowe race wystrzelone, Nowy Rok przywitany radośnie i z przytupem.



Po raz pierwszy, odkąd mieszkam w obecnym miejscu, spędzałam tę noc we własnym mieszkaniu. Cieszyłam się, że mając niczym nie przesłonięty widok z wysokiego piętra wieżowca, zobaczę całe miasto w światłach. Nic z tego. Chmury i mgła były tak gęste, że widziałam tylko najbliższe latarnie - a tak słaba widoczność zdarza się niezwykle rzadko - i fajerwerki rozbłyskujące tuż przed moimi oknami.



W Nowy Rok wchodzę jak zawsze z nadzieją i inaczej niż zwykle, bo z postanowieniami :) Ale o tym dlaczego tak, napiszę innym razem. Jest to też wchodzenie dość leniwe, gdyż wykorzystując korzystny układ dni wolnych w tym roku, postanowiłam uraczyć się urlopem, aby jak najlepiej nasycić się świąteczną atmosferą. Różnie mi to wychodzi, bo przyzwyczajenie i poczucie obowiązku gnają mnie do różnych zaległych prac. Jednak rozsądek (!) powstrzymuje mnie wówczas tłumacząc, że odpoczynek też mam zaległy i to jeszcze bardziej ;) Staram się więc pogodzić przyjemne z pożytecznym i pozwalam sobie na różne przyjemności, np. zabawę z aparatem.








 Zimowe, spokojne wieczory, to dla mnie przede wszystkim ciepłe, przytulne światło lamp i świec.



Wystrój ociera się o kicz. Bo taką "pstrokatą" choinkę uwielbiam i nie zamieniłabym jej na inną, choćby najbardziej elegancką, modną i wysmakowaną. To choinka, która opowiada pół wieku historii rodziny - rzecz dla mnie niezwykle cenna. Co roku wyjmowane delikatnie z pudełek i umieszczane na pachnącym drzewku zabawki otwierają kolejne szufladki pamięci, przywołują obrazy osób i zdarzeń z przeszłości, wywołują uśmiech, wyciskają łzy - jakże bym mogła się ich pozbyć lub pozwolić by nieużywane zasnęły pod kołdrą kurzu?



Wszystkie bombki, jakie mam, są szklane. W tym roku natrafiłam na stoisko firmy Eurofirany i zachwyciłam ich świąteczną ofertą. Szkło spowite w koronki - brawo!


Doceniłam też urodę grubego szkła, pięknego niezależnie od rodzaju grającego w nim światła.




Świąteczne przysmaki powoli się wyczerpują. Z kuchni dochodzi zapach gotującego się bigosu - tradycyjnego, poświątecznego, w którym znalazły się resztki pieczonych mięs, sosów, grzyby pachnące wrześniowym lasem, suszone śliwki i jabłka, a smak całości domknięty został czerwonym winem i goryczką jałowca.


Dopóki w domu pachnie świętami, dopóki żarzą się światełka na choince, a za oknem ciemno i chłodno, największą moją przyjemnością w ciszy wieczoru jest czytanie książek. W odstawkę idą dominujące przez cały rok lektury ogrodnicze, duchowe, czy poradniki żywieniowe. Teraz przyszła pora na klasyczną powieść, na biografie, historię. Odkąd nauczyłam się czytać, zawsze bardzo cieszyły mnie prezenty w postaci książek. Zwłaszcza te otrzymywane pod choinkę. Bo dzięki wolnym dniom mogłam od razu zatopić się w lekturze, bez wyrzutów sumienia i martwienia się o obowiązki. Wśród takich mikołajowych prezentów było wiele tytułów, które okazały się jednymi z najważniejszych w moim czytelniczym życiu. Z dzieciństwa pamiętam śnieżny i mroźny styczeń spędzany z jakże pasującą do pogody za oknem "Chatką Puchatka". Potem była ukochana "Ania z Zielonego Wzgórza", a w następnych latach kolejne jej tomy (nie było łatwo wówczas je zdobyć!). Nie wiem dlaczego akurat w te zimowe wieczory przy choince książki "smakują" mi najbardziej? Może świat ograniczony do małego kręgu rzucanego przez światło lampy, ciepło wełnianego koca, zapach ulubionej herbaty i domowego ciasta powodujące błogostan, sprawiają, że wyobraźnia też domaga się pożywki,  pracując na zwiększonych obrotach?


W tym roku niespodziewany Mikołaj uraczył mnie zbiorkiem biogramów osnutych wokół dziejów domów, w których żyli wielcy Polacy. Autorka prowadzi przez pokoje Żarnowca, Oblęgorka, Harendy, Stawiska i in., opowiadając historie życia moich ulubionych pisarzy, od Konopnickiej i Sienkiewicza poczynając, na Iwaszkiewiczu kończąc. Proza niezbyt wysokiej próby, ale sam materiał wdzięczny i bardzo ciekawy, pozwalający poznać wiele interesujących szczegółów z życia osób, którym - mimo, że nigdy ich nie poznałam - to jednak bardzo wiele zawdzięczam. Nie wyobrażam sobie mojego dzieciństwa bez "Sierotki Marysi", ani Polski bez "Roty", której śpiew za każdym razem sprawia, że wilgotnieją mi oczy. Wśród wielu nauczycieli miłości Ojczyzny, tym najważniejszym był chyba Henryk Sienkiewicz, a jego Trylogia, czytana wielokrotnie, plasuje się w pierwszej trójce moich najważniejszych lektur. Czym by było dorastanie bez Żeromskiego, Reymonta i Iwaszkiewicza? I jakże inny klimat miałby mój dziecięcy pokój bez reprodukcji portretów Wyspiańskiego. Oblęgorek i Stawisko, to obok Kozłówki dwa muzea, które najbardziej zapadły mi w pamięć dzięki domowej atmosferze, jaka w nich panuje. Jeszcze raz dziękuję Ci, drogi Mikołaju ;)



Ciekawa jestem co Wy czytacie na progu nowego roku? Jakie książki przykuły Waszą uwagę?
Pozdrawiam serdecznie,
Doranma

13 komentarzy:

  1. We also had a foggy new years eve:( Not at all the full fireworkshow we had expected. But it gave us a good time whith friends and tasty food:) To me Santa did not come with a book this year, but I got a Galaxy Tab to read whatever I want on. Well, what I can find in cyberspace, that is. I wish you a great 2015!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wonderful gift! I'm sure you will find many interesting books to read. Happy New Year :)

      Usuń
  2. Witam serdecznie

    Dawno już myślałam nad zmianą nazwy swojego bloga. Do tej pory nazwa "Sielankowe dzierganie" była powiązana z nazwą domu, który budowałam z bliską mi kiedyś osobą. Nadszedł czas aby i od samej nazwy się odciąć. W związku z tym iż mamy Nowy 2015 rok, może to i odpowiedni czas na powyższe zmiany. Zmieniłam nazwę na blogu i w adresie. Obawiam się jednak, że przez to mogę utracić dużo znajomych, których miałam zapisanych. Będę pisała do tych, których adresy blogowe posiadam. Może jednak wszystko
    wyjdzie na dobre. Będę jednak musiała być na nowo dodawana do obserwowanych. Zapraszam wszystkich. Za parę dni Sielankowe dzierganie zostanie zlikwidowane.

    Witam w Sielskim domu na Groniu!
    http://sielskidomnagroniu.blogspot.com/2015/01/zmiana-nazwy-bloga.html

    Rozgość się proszę.
    Pozdrawiam serdecznie. Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, czasami życiowe rewolucje są niezbędne. Życzę, aby ta, którą przeżywasz przyniosła Ci samo dobro. Link do Twojego bloga oczywiście podmienię u siebie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. W naszym domu, od kilku lat Dzieciątko przynosi książki... Lubię biografie. W prezencie dostałam; Bonę Sforzę, Annę Jagiellonkę, Marię Stuart i Wieczną księżniczkę...
    Moją uwagę przykuł renifer z grubego szkła. Jest cudny. Ostatnio "zachorowałam" na te zwierzęta.
    Wybacz mi ale Twoje stwierdzenie że wystrój opiera się o kicz jest dla mnie bardzo dziwne.
    Oglądając zdjęcia, dostrzegam w Twoim domu ciepło, spokój i niezwykle miłą atmosferę...
    Pierwszy raz zdecydowałam się na białe dekoracje na choince. Myślę, że pierwszy i ostatni...
    Ciągle wracam do Twoich pięknych zdjęć, tym samym moja myszka rozgrzała się do czerwoności. Podobają mi się prostokątne, a zdjęcie z płonącą świecą i cukiernicą jest, doskonałe.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, pisząc o kiczu myślałam o choince, no bo czy zestawianie wszystkich możliwych kolorów na jednym drzewku nie jest nim właśnie? Twój protest jest miły mojemu sercu, bo urządzając mieszkanie marzyłam właśnie o tym, by wyszło ciepłe, takie do posiedzenia. A pochwały dotyczące zdjęć zaskakują mnie ogromnie, bo zupełnie nie znam się na tym co jest dobrym zdjęciem, a co nie, po prostu podoba mi się lub nie ;) Dziękuję więc serdecznie :)
      Wspaniałe kobiety, będzie co czytać! Takie lektury są dla mnie zawsze niezwykle inspirujące. Zaintrygowała mnie "Wieczna księżniczka", zaraz sprawdzę kogo dotyczy.
      Pozdrawiam bardzo ciepło :)

      Usuń
  4. Dziękuję za sesję świeczkową :) taka domowa choinka chyba zawsze jest "kiczowata" ;), ...a ja robię sama koronkowe bombki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i ja kiedyś znajdę chwilę, by nauczyć się robić bombki na szydełku - to wielka frajda. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Pięknie u Cibie Dorotko, takich kiczowatych choinek znajdzie się więcej - chociażby w naszym domu. Te wspaniałe jednorodne lubię pooglądać, ale na zdjęciach, w domu lubię taki właśnie choinkowy misz-masz - dla każdego coś innego. Twoja zabawa aparatem daje wiele przyjemności w jej oglądaniu. Co do książek, to niestety końcówka roku pracowita - urlopu brak, ale jak się troszkę unormuje to pewnie znowu podczytam którąś z książek mojej córy :)
    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz wszystkiego co sprawi przyjemność w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mnie rozumiesz :) Co roku mam dylemat, czy mieć modny dom, który tak bardzo podoba mi się na zdjęciach (w bieli, srebrze), czy iść za głosem serca i cieszyć się rodzinnymi pamiątkami - na szczęście wygrywa to drugie :) Życzę Ci jak najszybciej chwili oddechu i miłych lektur. Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Witaj:)
    Zachwyciła mnie Twoja zeszłoroczna choinka, więc w tym roku także postanowiłam podejrzeć...no i jestem:) Nie dostrzegam w niej kiczu, raczej ciepło i moc wspomnień...Miłe klimaty u Ciebie.
    Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczona jestem, że zapamiętałaś moją choinkę i z jej powodu powróciłaś tutaj w tym roku - to bardzo miłe :) Pozdrawiam i zapraszam ponownie :)

      Usuń
  7. Uwielbienie dla rodzinnych pamiątek , to cudowna słabość .
    Kocham wnętrza, które mają swoją historię , czar , tam czuję się najlepiej.
    Każdy przedmiot :cukierniczka, srebrna łyżeczka, bujany fotel, 2 centymetrowy flakonik, obraz...cokolwiek nie pozwala zapomnieć i uśmiecha się każdego dnia oczyma tej właśnie osoby.
    To bezcenne chwile .
    I u Ciebie , w Twoim domu, w otoczeniu każdy czuję się chyba jak u siebie.
    Ciepło, ciepło i jeszcze raz ciepło.
    Cudownie.
    To uwielbiam.
    A i my czytamy .
    Darowane książki czasem zaskakują , ale nie odpuszczam żadnej.
    Wpadła kolejna autorstwa Cecylii Ahern , Lisy See(uwielbiam książki o gejszach-tych współczesnych mniej) i Josepha Murphiego " Potęga Podświadomości" , do lektury której zapewne przydałby się klimat ciszy i spokoju jak u Ciebie (półmrok,świece ...ALEŻ PIĘKNE..)
    A z moim 6 -letnim synkiem czytamy " Labirynt Lukrecji " A. Chilińskiej.
    Św.Mikołaj baaaardzo był ciekawy jakie to bajki może pisać tak szalona kobieta.
    Mnie osobiście przerażał klimat tej lektury ..mrocznie, szaro buro ...depresyjnie.
    Dosłownie kilka ostatnich stron dopiero zaczęło rysować uśmiech na mojej twarzy .
    Ale skoro 6-latek własnymi emocjami tak pięknie podsumował dzieło Chylińskiej , to chyba się jej udało.Mamy inny obraz postrzegania - na szczęście.
    Dziękuję za miłe chwile, choć już ŚWIĘTA dawno za nami dzięki zdjęciom i miłej lekturze znowu szybciej zabiło moje serce.
    Wszystkiego Dobrego ...Niech się dobrze dzieje w Nowym Roku.
    Pozdrawiam Kate.



    OdpowiedzUsuń